Odnośnie Portalu

Copyright © 2019 Medziugorje "Mir" - Polski Serwis Informacyjny. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Medjugorje e-cards

Newsletter

Nie mogę już żyć bez Medziugorja

 

  • leonid

     O. Leonid, redemptorysta, członek ukraińskiej prowincji, brał udział w 15. międzynarodowym seminarium dla księży w Medziugorju (29.06 - 3.07), i dał, najpierw uczestnikom seminarium, a potem dziennikarzom radia Mir" Medziugorje, niecodzienne świadectwo, które przedstawiamy tak, jak zostało ono złożone.

     Moja pierwsza pielgrzymka do Medziugorja była związana z obowiązkami i zainteresowaniami w kapłańskim powołaniu. W 2005 roku Kościół powierzył mi wielką odpowiedzialność i wielki krzyż - służbę egzorcysty. Pierwsze miesiące i pierwszy rok był pełen Bożej miłości i łaski, ale też wielkich trudności. Taką właśnie trudność przeżyłem podczas tzw. "wielkiego egzorcyzmu" nad jednym opętanym. Bardzo gruby, okropny głos zwrócił się do mnie takimi słowami: "Jestem przerażający, silny i chcę cię zniszczyć. Zniszczę twoje kapłaństwo, twoje życie zakonne i całe twoje życie". Było to straszne, ale nie przyjąłem tego wszystkiego zbyt poważnie, ponieważ całkowicie zawierzyłem Bogu i nie mam powodu, by Jemu nie wierzyć. Wiem, że strach przed szatanem jest zgubny, ale Bóg dopuścił sytuację, o której chcę wam opowiedzieć, aby wszyscy mogli zobaczyć, jak wielka i silna jest Jego Matka. I abym zobaczył, jak bardzo święta jest ziemia Medziugorje. Kiedy byłem bardzo chory, kuszony, napastowany, próbowałem modlić się, ale nie mogłem. Każdego dnia chodziłem do spowiedzi, lecz szatan mnie kusił. Pokusy te były tak wielkie, że całkowicie straciłem pokój duszy. I nie tylko to. W sercu czułem, że straciłem swoje kapłaństwo i życie zakonne. Mocno czułem, że tonę i ginę.

 

"Nie bój się - jestem twoja Matką"

 

     W tej trudnej sytuacji, kiedy nie mogłem zrozumieć, co się ze mną dzieje, ktoś polecił mi wyjazd do Medziugorja. Pojechałem. Byłem tam z grupą kapłanów. Oni się modlili, a ja nie mogłem. Po prostu nie byłem w stanie się modlić. Na tej pielgrzymce spotkałem starszego księdza, ojca Ambrozja ze Słowacji. Swoje życie i powołanie całkowicie ofiarował on pracy z Ukraińcami na Zakarpaciu. Dlatego też pielgrzymował, będąc po zawale, a miał również cukrzycę. Był już pięć razy w Medziugorju. Zachwycił mnie swoją ofiarnością i pokorą. Jest franciszkaninem, w drodze stał się moim przyjacielem. Pomagałem mu, prowadziłem go za rękę jak staruszka. Wydawało mi się, że mu pomagam, ale naprawdę to on mi pomagał. Poszliśmy razem na Podbrdo. Powiedziano nam, że na górze będzie miał objawienie jeden z widzących. Było bardzo dużo ludzi, księży. I to była pierwsza niespodzianka w Medziugorju. Usiadłem obok o. Ambrozja i odwróciłem się plecami do miejsca objawienia. Czułem, że nie jestem godny żeby tutaj być. Ale modliłem się na różańcu i rodziło się we mnie pragnienie zobaczenia tego, co się dzieje na miejscu objawienia. Gdy odczułem to wewnętrzne pragnienie, usłyszałem głos, który do mnie mówił: "Nie patrz tam. Przepadłeś i skończysz w piekle." Straszne. Te pierwsze pozytywne uczucia jednak ośmieliły mnie, by popatrzeć w kierunku miejsca objawienia. Zacząłem szukać wzrokiem. Może jednak coś zobaczę. Pomału rodziła się we mnie nadzieja, ale pojawiały się nowe argumenty, że moje poniżenie się nie zmieni. I wtedy nagle uwierzyłem. Na chwilę. Przeżyłem doświadczenie Maryi, jak Ona schodzi z nieba. Była to jakby odpowiedź na moje wątpliwości. Było to delikatne uczucie, zapach jakiegoś innego świata, którego sam doświadczałem. Wówczas jakaś delikatność, lekkość, jakiś łagodny wiatr obecności Maryi ośmieliły mnie. Ona przybliżała się ku mnie. I kiedy była coraz bliżej, moc złego odchodziła. W sercu doświadczyłem nowego odkrycia. Poczułem siłę Maryi i siłę Jej pokory. Zrozumiałem, że Matka Boża nie wyrzuca złych duchów, ale one same od Niej uciekają! Uciekają, gdyż nie mogą wytrzymać Jej czystości i piękna obecności. Ona ich nie poniża, nie wyrzuca ich. Po prostu, kocha, a one nie mogą tego znieść. Wtedy dokonała się we mnie duchowa przemiana. Niszczący duch, zniknął wraz ze swoją depresją, swoimi lękami. Teraz odczułem we wnętrzu ducha Maryi. Słyszałem w sercu głos: "Nie boj się, jestem Twoją Matką, zapewniam Cie, że nie zginiesz." Wszystko się odmieniło.

 

Cud miłości, która mnie zbawia

 

     To doświadczenie obecności Przeczystej Dziewicy Maryi, stało się w moim powołaniu, w moim kapłaństwie i życiu zakonnym, w mojej posłudze - cudem miłości, która mnie zbawia. Czuję Maryjną obecność przy każdym egzorcyzmie, który odprawiam. Tylko podam jeden mały przykład, a mam ich wiele. Do spowiedzi do naszych księży przyszła opętana dziewczyna. Spowiadał ją ksiądz, który wrócił z Rzymu ze studiów. I kiedy wypowiadał formułę rozgrzeszenia, ta osoba - a przez nią szatan - tak go mocno uderzyła, że ksiądz aż się przewrócił. Potem ta osoba jakimś dziwnym głosem wzywała drugiego księdza. On się wystraszył i zawołał do mnie: "Ojcze Leonidzie, przyjdź szybko, mamy tu nadzwyczajną sytuację". Tym czasem ta dziewczyna podeszła do mnie. Zanim rozpocząłem obrzęd egzorcyzmu, od razu rozeznałem, że jest ona rzeczywiście opętana, że szatan poprzez nią działa bardzo mocno. Poprosiłem jeszcze pięcioro pobożnych parafian, aby się modlili w czasie odprawiania nad dziewczyną egzorcyzmu. I kiedy czytałem zwyczajne, tradycyjne egzorcyzmy, szatan śmiał się, mówił po angielsku. Poniżał mnie, krzyczał na mnie. Zacząłem więc modlitwę do Matki Bożej. Byłem niecierpliwy, stawałem się nerwowy. Czułem, że muszę zakończyć modlitwę, a zły nie odchodzi. Był to duch samobójstwa. Zacząłem całym sercem wzywać Matkę Boża, tak, jak dziecko woła matkę. I wtedy rozpoczął się prawdziwy ryk: "Już więcej nie mogę, zjawiła się Matka Boża. Nie wytrzymam tego, bo Ona przyszła, muszę odejść". I zły duch odszedł. Opowiadam tylko o tym jednym przypadku, a podobnych mam dużo. W czasie tych pięciu lat, w których pełnię powierzoną mi służbę odprawiania egzorcyzmów, miałem wielkie napaści, miałem je i wcześniej, a wiem, że będę je miał również w przyszłości. Ale Bogurodzica czuwa nade mną w Swoim sercu. Nie mogę już żyć bez Medziugorja i Jerozolimy. Każdego roku muszę być w Medziugorju i w Jerozolimie (...). Tam znajduję wiarę, błogosławieństwo i łaskę.

     Na koniec świadectwa, o. Leonid powiedział jeszcze słuchaczom radia "Mir" Medziugorje, iż jest wdzięczny Bogu, że może w jakiś sposób świadczyć o łasce Matki Bożej i dodał: "Życzę wszystkim słuchaczom radości. Chciałbym, aby każdy z nas pragnął bardziej kochać Najświętszą Bogurodzicę, gdyż Ona jest naszą Matką. Ona kocha swoje dzieci. Gotowa jest dla nas zrobić wszystko, jeśli tylko tego od Niej będziemy oczekiwać. Czuję, że gdyby nie było Matki Bożej, przepadlibyśmy, dlatego w każdej sekundzie swojego życia żyjmy z Nią. Czuję wezwanie, bym i ja pomagał ludziom pielgrzymować do Medziugorja, aby przyprowadzać tutaj ludzi, którzy strasznie cierpią duchowo."

 

Na koniec, o.Leonid pobłogosławił wszystkich słuchaczy.

 

Glasnik mira, sierpień 2010 r.